Moda damska była zawsze najdroższą formą opakowania, czyli historyczne przebłyski stylowe
poniedziałek, 07 grudnia 2009
Ludowe stroje niemieckie i austriackie w XIX wieku

Badenia-Wirtembergia

O strojach ludowych jeszcze nic tutaj nie pisałam, bo zazwyczaj nie wchodzą w skład moich historycznych zainteresowań. Chociaż działy kostiumów w muzeach etnograficznych całego świata odwiedzam bardzo chętnie (ostatnio przewspaniały odkryłam w Atenach), stroje ludowe przez swoją upartą niezmienność i regionalny konserwatyzm wydają mi dość zachowawcze i po prostu nudne. Dzisiaj jednak, być może pod wpływem lektury artykułu o drezdeńskim Weihnachtsmarkt, przyjrzałam się bliżej strojom naszych zachodnich sąsiadów – i z racji podobieństwa do strojów austriackich – z rozpędu liznęłam jeszcze co nieco tradycji austriackiej. Nie mogę pojechać w tym roku na świąteczne wino do Niemiec, to chociaż spróbuję wyobrazić sobie, jak mogło wyglądać 150 lat temu;).

Tradycyjne stroje noszone w Niemczech i Austrii noszą wiele cech wspólnych. Podobieństwa te biorą się nie tylko z naturalnego z powodów lingwistycznych przepływu kulturalnego, ale też okoliczności politycznych – w XIX wieku oba te kraje wchodziły w skład Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. I choć stroje regionalne ówczesnych Niemców i Austriaków czerpały z tradycji wschodnioeuropejskich, włoskich i skandynawskich, to noszą nawet wspólne nazwy, nie mówiąc nawet o uderzającym podobieństwie materiałów, z jakich je szyto.

Najbardziej popularny był ciepły i odporny na zużycie wełniany filc. Kobiety obu nacji nosiły szyte z niego szerokie i sztywne spódnice, nieco krótsze niż szlachcianki i mieszczki, co jest wspólne dla wszystkich chłopek pracujących na roli. Spódnice bardziej oficjalne były dłuższe i jaśniejsze (inaczej niż np. w przypadku polskich strojów ludowych, które w  swoich wersjach paradnych przyjmowały najczęściej bardziej nasyconą kolorystykę). Najjaśniejsze i najbardziej misternie zdobione (haftem i koronkami) suknie oficjalne nosiły mieszkanki Bawarii, na co dzień noszące krótkie i kolorowe spódnice, do których zakładały rodzaj sznurówki wiązanej z przodu i bawełniane fichu (eistecktuechl) drukowane w kolorowe kwiaty. Pod koniec XIX wieku gorsety wiązano nie wstążkami, a geschnuer – łańcuszkami z ozdobnymi haczykami.

Niemieckie stroje ludowe - przykłady

Charakterystyczne, że kobiety żyjące na terenach dzisiejszych Niemiec nosiły ubrania raczej jednokolorowe, a niemal wcale nie utrwaliły się tam paski czy motywy kwiatowe. Mieszkanki mojego ulubionego Tyrolu np. pod gęsto plisowane spódnice zakładały pikowane halki, które nie dość, że zapewniały ciepło, to jeszcze dodatkowo „grały” fakturą sukni wierzchnich.

Najciekawsze, bo najbardziej spektakularne i pozostające w wyraźnym zdystansowaniu do ówczesnej mody, wydają mi się stroje z Badenii-Wirtembergii i Saksonii. Saksonki prawie do końca XIX wieku nosiły tradycyjne stroje, którego początki sięgają pierwszych lat XVIII wieku: krótką tuż za kolano spódnicę, rodzaj płaszcza wiązanego w talii wyraźną kokardą i wysokie, cylindryczne czepce zdobione piórami. Nawet te bardziej postępowe spośród kobiet, których sylwetka nadążała za modą, pozostawały przy tradycyjnych, tubalnych nakryciach głowy, wykonanych z usztywnionych czarnych koronek.

Nakrycia głowy w Badenii-Wirtembergii przypominają z kolei czepce elżbietańskie lub popularne w tym okresie w Anglii stojące kołnierze. Najbardziej powszechnym kapeluszem był bollenhut z płaskim rondem i wieloma czarnymi lub czerwonymi pomponami na czubku, wykończony czasem usztywnianą koronką otaczająca głowę niczym korona i taśmami, spływającymi na plecy aż do pasa, na staranie zaplecionych w warkocze włosach.

21:44, szmizetka , wiek XIX
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 06 kwietnia 2009
Czy empire był zmysłowy?

Oparty na antycznych wzorcach, lekki, zwiewny, jasny i cudownie pozbawiony gorsetu, wydawałoby się, że musiał być zmysłową ucztą dla kobiet (ze względu na wygodę) i mężczyzn (na widoki) po rozbuchanym, ukrywającym do przesady kobiece kształty rokoku z jego kosmicznymi biodrami i wysokimi fryzurami. Wydawałoby się, powrót do natury, sam wdzięk i swoboda.

Nie kwestionuję pozytywnych, zdrowotnych stron stroju empirowego (chociaż modne w całej, bez względu na klimat, Europie, lekkie sandałki noszone na nagą stopę były przecież formą przesady). Sądzę jednak, że moda na pokazywanie kształtów ciała była modą bardziej ideologiczną niż domową i zmysłową. Empire porewolucyjny i współczensna mu moda miały zamiast afirmujących kobiece ciało scen rodzajowych, znanych nam z malarstwa rokokowego, świadczyć o czystości i cnocie, a nie zmysłowości. W takim charakterze moda miała być wypadkową rozsądku, zgody z teorią, konstrukcji. Gorset ograniczył się na ten cudowny dla kobiet czas do opaski podtrzymującej piersi, ale i one ukrute były za dnia pod warstwą lekkich woali, a noszony antycznie en peplum szal spięty był na plecach na krzyż, jak szelki. Jak w antyku strpojem kobiety była tunika i sandały, ale ukazywały one zarysy jedynie, kształty ciała na modłę rzeźbiarską - nagość była surowa, monumentalna, surowa, posągowa, przeznaczona do publicznego ukazywania, a nie kuszenia i uwodzenia, jak w pierwszym momencie może się wydawać. Podobnie jak w manaierystycznych rzeźbach pseudogreckich, akt nie podkreślał różnicy płci.

Moda miała, oprócz cnoty, afirmować siłę. Modowe żurnale z tego okresu pokazują kobietę w ruchu - grająca w wolanta, tańczącą, biegnącą za motylem. Podobnie jak w antyku, ciało było - a wraz z nim moda - apologią zręczności i siły, tak potrzebnej w ówczesnej kulturze, zmęczonej teatralnym i statycznym obyczajem rokokowym.Moim zdaniem paradoksalnie, więcej seksualności i zmysłowości znaleźć można w modzie rokoka, z całym jej przytłoczeniem detalami. Ciało było wtedy "opakowywane", ale ku uciesze zmysłów - empire rozbierał je dla wielkich (zbyt wielkich jak na modę?) idei.

19:19, szmizetka , wiek XIX
Link Komentarze (3) »
niedziela, 29 czerwca 2008
Jeszcze zabawniej, niż ostatnio

Sporo czasu spędziłam dziś w CSW (Efek Czerwonych Oczu polecam gorąco: wystawa świetna, choć eksponaty znane - kto nie opuszcza raczej stołecznych wystaw, widział już większość fotografii). Na piętrze obok polskiej fotografii jest jeszcze jedna wystawa, którą - proszę mi wybaczyć - obejrzałam chichocząc pod nosem mniej więcej od jednej trzeciej trasy, czyli od wideo, które bawi mnie cały dzień: artystka z całą zaciętością wyrzucała na profesjonalny, duży zestaw perkusyjny kolejne worki ziemniaków, robiąc przy tym niesłychany rumor i bałagan. Ale jak to brzmiało!

No, stąd właśnie po tak dużym wstępie równie zabawny i bardzo krótki pomysł na dzisiejszą notkę. W jakiejś starej broszurce wydanej na okoliczność wystawy w Zamościu z dwadzieścia lat temu przeczytałam co nieco o absurdach XIX-wiecznej mody kobiecej. Oczywiście, nie żebym nie wiedziała, że cała ta moda to był w dużej mnierze absurd, choć piękny. Wiem - ale znalazłam żabawne słowa, a bywa, że słowa lubię najbardziej.

Noszono np. "suknię piramidalną". Moda na nią nastała w 1844 roku i potrwała dwa lata. I tak długo - w miejscu falban i innych zdobień przybrane były mnóstwem kółek aksamitnych, stopniowanej wielkości i szerokości, układanych w sposób właśnie piramidalny, czyli od dołu sukni aż do pasa. Chodzić w tym nie było widocznie łatwo, skoro tak szybko suknia zniknęła z mody, a kobiety ówczesne były przyzwyczajone przecież do wszelkich najcięższych ubraniowych niewygód.

Obiecane słowa: polszczyzna starała się zastąpić obcobrzmiące nazwy garderoby swojskimi, i tak np. noszono nie kapelusze, a "chwiejniki", a pod suknią ciało rzeźbiły nie gorsety, a "ściskawki". Noszono też modne spódnice-szarawary "a la kozak", "fraki jaskółcze" oraz suknie "a la gramatyk", "psycholog", "filozof", fraki "a la profesor", "redaktor" lub "dyrektor", a nawet stroje "a la pajaco". Co to ostatnie oznacza, przyjdzie mi jeszcze poszukać, ale to już jak przestanę wreszcie śmiać się pod nosem.

19:11, szmizetka , wiek XIX
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 czerwca 2008
Zabawne koleje mody dziecięcej w XIX wieku

Moda to mało dziecięca rzecz, ale wiek XIX obfitował w tej dziedzinie w tak ciekawe zdarzenia, że nie sposób nie napisać o niej choć kilku słów.

Przed dziewiętnastym stuleciem, począwszy do wczesnych wieków średnich, moda dziecięca w zasadzie nie istniała. Dzieci ubierano podobnie jak dorosłych, szyjąc dla nich małe ubranka do złudzenia przypominające stroje dorosłych. Dziewczynki sznurowano od dość wczesnych lat w gorsety, chłopcy nosili miniaturki fraków i żupanów. W Polsce oraz we wszystkich klasasch niższych niewygodny proceder nie był co prawda tak nasilony, ale wzorem dziecięcej elegancji, odkąd tylko maluchy wyrastały z becików i pewniej trzymały się na nogach, były jednak ubrania dorosłych.

XIX wiek przyniósł rewolucyjne zmiany, choć były okresy, w których i one zanikały, a dzieci znowu ubierano w nieco krótsze, ale jednak dorosłe suknie i marynarki. Proces przystosowywania dziecięcej garderoby do specyficznych potrzeb kilkulatków rozpoczęły lata 30. XIX wieku - dziś może się to wydawać egzotyczne, ale zaczęto wtedy młodsze dzieci, zarówno chłopców, jak i dziewczynki, ubierać w niemal identyczne sukienki i długie pantalony. Co jeszcze bardziej interesujące, niezależnie od płci dzieci czesano także podobnie: w długie, rozpuszczone lub związane nisko na karku loki (często specjalnie nakręcane!).

Moda ta nie trwała jednak długo i już pod koniec trzeciej dekady wieku stroje, zwłaszcza starszych dzieci, ponownie upodobniły się do ubrań dorosłych. Tendencja ta utrzymała się do połowy stulecia. Wtedy też długie suknie i spodnie stały się gorącym marzeniem wielu małolatów - najmłodsze dzieci nosiły krótkie spódnice i spodenki, które wydłużały się wraz z wiekiem. Długość sięgająca ziemi stała się więc symbolem dorosłości, podobnie jak wysoko upięte u kobiet włosy, które jako dziewczynki nosiły one puszczone luźno i nieco tylko ufryzowane zgodnie w aktualną modą.

Te zwyczaje w modzie dziewczynek pozostały aktualne aż do pierwszej wojny światowej, która jak wiadomo przewróciła do góry nogami nie tylko świat strojów. To, co działo się natormiast w modzie chłopięcej, wydaje mi się dość zabawne. Wszyscy znamy charakterystyczne marynarskie ubranka chłopców, składające się z krótkich spodenek (wydłużanych wraz z wiekiem, ale nie sięgające nigdy ziemi - po osiągnięciu pewnego wieku chłopcy porzucali granatowe uniformy, przebierając się już na zawsze w dorosłe ubrania: co za doniosły moment!) i luźnej bluzy. Otóz to popularne w początku XX wieku ubranko miało swój początek w przedziwnych kombinezonach z aksamitu, z krótkimi pantalonami i białymi pończochami, przewiązywanych w pasie szarfą i ozdabianych wielkim białym kołnierzem z falbankami. Całości dopełniała fryzura z rozpuszczonych loków. Taka "dziewczyńska stylizacja" miała nawiązywać do modnych podówczas czasów trzech muszkieterów i upowszechniła się po wydaniu książki "Mały lord" w 1886 roku. Co ciekawe, moda na styl marynarski, która nastała w tym samym mniej więcej czasie, miała bardzo "męskie" korzenie - przyszła z Niemiec i Anglii, krajów o bogatej i dumnej flocie i wojennych ambicjach. Więcej zamieszania? Do aksamitnych kombinezonów i marynarskich uniformów noszono słomkowe kapelusze, które dopiero pod koniec wieku stały się popularnym nakryciem głowy dziewcząt. Mężczyźni prekursorami mody mimo woli?

19:34, szmizetka , wiek XIX
Link Komentarze (1) »