Moda damska była zawsze najdroższą formą opakowania, czyli historyczne przebłyski stylowe
niedziela, 31 maja 2009
Mój ostatni dzień polskiego FW

...był krótki, ale intensywny. Po długiej wycieczce na dworzec Łódź Kaliska (nie polecam) i nieco krótszej, ale dużo milszej w MS2 (bardzo polecam i przy okazji przekonałam się, że moje studiowanie nie idzie na marne, rozpozaję autorów dzieł jak K. projektantów sukienek:)!), obiedzie na smętnej, pustej i spływającej deszczem Piotrkowskiej dojechałam na ostatnich już nogadch - spanie po 4 godziny na dobę zaczęło dawać się we znaki - do Hali Expo, obejrzeć ostatnie dla mnie na tegorocznym FW kolekcje. W programie miałam Violę Śpiechowicz i Natalię Jaroszewską, w międzyczasie, jeszcze w showroomie, MMC. Dobrze, że widziałam więcej.

Śpiechowicz jak zawsze zaprezentowała spójną, przemyślaną kolekcję, frapującą od razu, a zachwycającą w ruchu. Inspiracją dla brudno-beżowych, kawowych i brunatnych ubrań były atmosfera i stroje kojarzące się z beduińską wioską. Modelki nosiły na głowach turbany, a sukienki, powłóczyste i zwiewne, wdzięcznie falowały z każdym ich krokiem. Dominowały długości prawie do kostek i lekko rozkloszowane od nagich ramion fasony. Spodobały mi się płaszcze, przypominające swoją miękkością szlafroki, a także kilka sukienek podkreślających talię - np. kolorze czystej bieli.

Kolekcję Natalii Jaroszewskiej obejrzałam jeszcze przed pokazem na backstage'u. Znowu zachwyt i znowu pomysły charakterystyczne dla projektantki, a chwytające za moje rozmiłowane w retro serce. Dużo było bardziej i mniej gęstych koronek, empirowych fasonów, bieli, kremów i romantyzmu. Z dwa razy pomyślałam: tak mogłaby wyglądać moja suknia ślubna - trudno o lepszą rekomendację, prawda?:)

Po trwających wieki przerwach widziałam jeszcze pokaz Two Gun Towers - duetu rosyjskich projektantów znanych z odważnych aplikacji, ornamentów i radykalnych krojów. Ogromna kolekcja była bardzo nierówna i różnorodna i raczej mi się nie podobała - nie lubię ostrych czerwieni, zbyt dużego nagromadzenia wzorów i barw. Mimo to brawa dla elegankich, awangardowych płaszczy i wyraźnych odwołań do rosyjskiego folkloru. Dałabym się pokroić za ich ludowe mufki i okrycia z folkowymi haftami. Sam pokaz także robił wrażenie - Andriej Mielnikow, męska "połowa" duetu, zagrał osobiście na pianinie, a modelki, ufryzowane w niesamowite irokezy, odegrały na wybiegu prawdziwy show.

Drugą kolekcją, widzianą (na szczęście!) przypadkiem, była kolekcja znanej z zamiłowania do gotyckiej odmiany glamour i zaskakujących pomysłów na konstrukcję strojów Eriki Zaionts. To była uczta! Bardzo duża, złożona kolekcja miała w sobie więcej szyku niż gotyku, ale nadal wyraźne były w niej mroczne inspiracje, romantyczne idee projektantki i dokładna wizja kobiecego ciała. Blisko, przy ciele, harmonijnie w proporcjach i kontrastowo w kolorach. Kobieta ubrana w stroje Zaionts jest elegancka i kropka.

MMC Studio w showroomie było czymś bardziej na co dzień. Jesienna kolekcja trójki projektantów, z którymi udało mi się przeprowadzić wywiad, to wygodne propozycje na zabieganej kobiety, która nie lubi przepychu, za to ceni sobie wygodę i miejski luz w wydaniu glamour. Koktajowe sukienki z odcieniach szmaragdowej zieleni nawiązują do lat 80., a oversizowe żakiety i kurtki zmieszczą pod sobą ciepły sweter. Tak mogłabym wyglądać jesienią, czemu nie.

Perełką wieczoru był wywyad, jaki udało mi się przeprowadzić z otwierającą wczorajszą galę Natashą Pavluchenko. Jej kolekcja FOLK-LORE zainspirowana jest kulturą oraz strojem ludowym Podhala i Podbeskidzia - ze wszystkimi jego ozdobnikami, potraktowanymi nowoczesnym liftingiem i przefiltrowanymi wizerunkiem zmysłowej kobiety. Zakochanej w zakopiańszczyźnie Szmizetce nie mogła trafić się większa gratka. Osobisty bonus - zostałam pochwalona za urodę, co niniejszym ogłaszam, bo kto wie, jak wygląda Pavlutchenko, zrozumie, jakie to miłe usłyszeć takie słowa od tak pięknej kobiety. Doskonały akord końcowy, naprawdę.

sobota, 30 maja 2009
Drugi dzień FashionPhilosophy

Najważniejszym wydarzeniem drugiego dnia FashionPhilosophy był z pewnością finał konkursu dla młodych projektantów Złota Nitka. Trwająca około czterech godzin gala była także przeglądem tendencji dominujących w młodej polskiej modzie. Uczestnicy konkursu pokazali 28 kolekcji startujących w dwóch konkurencjach - Pret a Porter, grupującej projekty zgodne z najnowszymi trendami i charakteryzujące się perfekcją wykonania, oraz Premiere Vision, w której liczyło się nowatorstwo wizji i kreatywność w konstrukcji strojów.

Jak co roku, Złota Nitka obsypała swoich laureatów nagrodami. Najważniejsze z nich, przyznawane przez Jury Kreatorów i Jury Medialne, trafiły do duetu projektantek Małgorzaty Grzywnowicz i Małgorzaty Węgiel za kolekcję Phantas Magoria w kategorii Pret a Porter oraz do Magdaleny Śmielak za kolekcję Destrukcja w kategorii Premiere Vision. O ile pierwsza z nagrodzonych kolekcji stanowi odważną, awangardową propozycją tego, jak można ubrać się na co dzień, to druga jest emanacją osadzonych w słowiańskiej estetyce kostiumów teatralnych lub operowych, pełną spektakularnych, zaskakujących rozwiązań konstrukcyjnych i kolorystycznych. Pozszywane z różnych gatunków płótna i wełny, różnobarwne, ale oscylujące wokół beżów i brązów obszerne spódnice, spodnie i marynarki sąsiadowały ze swojego rodzaju kokonami, które opatulały modelki od stóp do głów.

Cieszę się, że aż trzy nagrody i wyróżnienia trafiły do mojej faworytki, Kamili Zielińskiej (kolekcja Stalowa Subtelność), która w kategorii Pret a Porter zaproponowała bardzo kobiece, nawiązujące do antyku i empiru suknie koktajlowe i wieczorowe, mieniące się złotem i beżem, ozdobione konsekwentnie... marynarskimi sznurami i draperiami. Proszę o więcej takich kolekcji dla kobiet o każdej figurze, na każdą okazję, niezmiennie eleganckich i wyrafinowanych!

Agatha Ruiz de la Prada

Po Złotej Nitce przyszła kolej na pokaz kolekcji honorowego gościa FW, Agathy Ruiz de la Prady. Mistrzyni koloru i zabawy konwencją zaprezentowała nawiązującą nieco do lat 60. i pop artu linię ubrań utrzymanych w nasyconych, sorbetowych kolorach i zdobionych naiwnymi, dosłownymi kreskówkowymi nadrukami i aplikacjami.

Zanim nadszedł wielki wieczór, dokładnie zwiedziłam Showroom, czyli wielkie targowisko mody, zorganizowane w jednym z pawilonów wspaniałej, fabrykanckiej Manufaktury. Wystawiane przez polskich projektantów ubrania można było oglądać, kupować, a także... wypożyczać na sesje. Wzbogacona o kilka nowych kontaktów obiecuję ciekawe materiały o dodatkach, biżuterii i najciekawszych kolekcjach ready to wear. Nie było jednak zaskoczenia - najbardziej spodobały mi się eleganckie kolekcje Agnieszki Światły i duetu Zemełka&Pirowska, a także wygodne i bardzo miejskie w charakterze, ale nadal eleganckie propozycje Green Establishment.

A dzisiaj wieczorem m.in. Śpiechowicz, Jaroszewska i MMC Studio. Liczę na mocne wrażenia.

piątek, 29 maja 2009
FashionPhilosophy wystartował!

A ja mam przyjemność obserwować go z bardzo bliska. Razem z Ktimene od wczoraj jesteśmy w Łodzi i mimo deszczu i przejmującego chłodu biegamy w ulewie z pokazu na pokaz, z imprezy na imprezę, nawet nie przejmując się za bardzo opłakanym stanem naszych szpilek, który przyjdzie nam z pewnością cierpieć po kilku dniach takiej obuwniczej kąpieli w kałużach.

A teraz w telegraficznym skrócie o tym, co działo się wczoraj, czyli Fashion Weeka w Polsce Dzień Pierwszy. Czas goni, kolejna impreza za chwilę, więc szybciutko.

Tydzień otworzyła wieczorna uroczysta gala Designer Fashion Awards, podczas której wyłoniono zwycięzcę wielotygodniowego konkursu na najzdolniejszego początkującego projektanta. Nagrodzona zdolna szczęściara, Sabrina Pilewicz, odbędzie staż w atelier Georgesa Chakry, libańskiego projektanta, słynącego ze spektakulatnych kreacji haute couture i odważnych projektów ready to wear. Dla niewtajemniczonych, za to orientujących się w świecie gwiazd - on ubiera Kate Winslet, Beyonce i Helen Mirren! Jego ubrania mogliśmy też podziwiać w hicie "Diabeł ubiera się u Prady".

Wczorajszą galę uświetnił także pokaz najpiękniejszych modeli sukien Chakry z obecnej kolekcji. Z powodu deszczu i prolemów organizacyjnych spóźniłam się na początek pokazu, ale to, co zobaczyłam, wystarczyło zupełnie, żeby mnie zachwycić - co prawda nie wszystkie propozycje Chakry mieszczą się w moich kategoriach estetycznych, ale połysk, kolor, rozmach i niezwykle kobiece fasony wielobarwnych sukien rzeczywiście odbierają dech w piersiach. Powiem więcej - udało mi się wejść na backstage i DOTYKAŁAM jednej z flagowych kreacji kolekcji, o tej:

Sami rozumiecie, pełnia szczęścia. To jednak nie koniec, bo tuż po bliskich oględzinach sukienki, uwaga, uwaga, przeprowadziłyśmy z Ktimene z Chakrą wywiad, który z pewnością należy wpisać do cv! Kiedy tylko ukaże się w sieci, podlinkuję i się pochwalę:).

Trochę o finalistach Fashion Designer Awards. Pierwszą nagrodę zdobyła Sabrina Pilewicz, ale ja od początku pokazu kibicowałam ostateczenej laureatce drugiego miejsca, Kamili Gawrońskiej-Kasperskiej, która zaprezentowała biało-przejrzystą, bombkową sukienkę z podnieszionym stanem i spektakularnym, szerokim golfem ozdobionym kryzą i czarnymi piórami. Suknia tak piękna, że gdyby była dłuższa (sięga za kolano) mogłaby być moją suknią ślubną. Jak tylko znajdę w sieci zdjęcie, wkleję i pokażę.  Rewelacyjny, awangardowy, ale i bardzo dziewczęcy projekt, który skojarzyłam z najnowszą kolekcją Chanel (kontrasty bieli i czerni, wąskie fasony, wyraźne detale, pozorne niewykończenia, klimat nowoczesnego retro).

Mój faworycki projekt nie był jednak jedynym, który mi się spodobał. Dominowały kreacje na wieczór, o wciętej, wyraźnie podkreślonej talii i zupełnie niezwykłych, zamaszystych spódnicach. Kilka wąskich, wieczorowych kreacji nawiązywało do empiru i glemour lat 30., a trafił się i projekt zupełnie jak z "Alicji w Krainie Czarów". W sumie - nie było ani jednego, którego bym nie założyła na bardzo, bardzo elegancką galę. Pięknie i brawa.

Po pokazie miałam zamiar oblać wieczór na after party, ale deszcz i chłód wypędziły chyba gości do domów. Wróciłam szybko do naszego pudełkowego-jak-samolot hotelu, zamówiłyśmy z K. pizzę i spędziłyśmy wieczór przed telewizorem. Nie oglądałyśmy mody - wrażeń było przecież aż nadto. Za chwilę ciąg dalszy i tak do niedzieli!

A dziś finał Złotej Nitki i pokaz Agathy Ruiz de la Prady. Nie mogę się doczekać:).

sobota, 23 maja 2009
Białe hafty w bieliźnie XVIII wieku

Skoro dopiero co było o haftach, to przesunę jeszcze przemyślenia o inspiracjach najnowszej kolekcji H&M i rzutem na taśmę parę słów o bogato haftowanej bieliźnie elegantek XVII wieku.

Bieliznę, jak już pisałam, szyto z tkanin lnianych. Europę Zachodnią w najwyższej jakości płótno bieliźniane zaopatrywała Holandia, na własne potrzeby produkowała je również Francja.

Wraz z nastaniem dyrektoriatu i modą na antyk bielizną zawładnęły muśliny i bawełna, sprowadzane przede wszystkim z Indii. Z przejrzystej, cienkiej bawełny szyto także czepki, mantyle, palatynki i fichu, czyli misternie zdobione chusteczki, którymi damy zakrywały dekolt. Europejskim odpowiednikiem muślinu był batyst, który produkowano początkowo tylko z przędzy lnianej, a potem także bawełnianej.

W Polsce używano lnów produkowanych na Śląsku. Najdelikatniejszego płótna najwyższej jakości stosowano w Polsce do tzw. koronek saskich. Były to właściwie białe hafty, wykorzystywane do zdobienia brzegów sukien, angażantów i mankietów. Bielizna, jak widać, prezentowana była na zewnątrz nie mniej niż dziś - tyle, że współcześnie nie przychodzi nam do głowy wliczać w nią rękawy...

piątek, 22 maja 2009
Hafty w ubiorach osiemnastowiecznych

Wczoraj na prezentacji nowej kolekcji H&M na jesień. Niezła w sporej części, ale o tym następnym razem. Wśród pokazanych nowości dojrzałam z dwa-trzy modele ubrań i dodatków uszytych z tkaniny z barokowym przepychem haftowanej w złoto-granatowe kwiaty. Piękności, a przy okazji przypomniałam sobie o temacie, który do mody wraca regularnie, a niedawno zaliczył też swój wielki come back we wnętrzarstwie.

Ubiory osiemnastowieczne zdobiono bogato haftami. W pierwszej połowie wieku dominowały duże motywy fantazyjnych kwiatów o kolorowych płatkach. Z czasem zaczęły one maleć i najmodniejsze stały się motywy drobnych kwiatów łąkowych i różnych gatunków trwa, powiązane w małe bukieciki. U schyłku wieku, w okresie mody na antyk, obowiązkowo białe suknie dekorowano palmetami i meandrami. Wtedy też hafty, które kilkadziesiąt lat wcześniej zdobiły tylko brzegi ubiorów, zaczęły pokrywać prawie całą ich powierzchnię.

Hafty to jednak i tak za mało. Dla wzbogacenia efektu dekorowano je pajetkami w formie małych listków, kwiatowych płatków lub krążków, dodawano aplikacje z małych papierowych elementów i inkrustacje z cienkiej cynowej folii. Spódnice i suknie ozdabiano miniaturowymi grawiurami, a kamizelki - złożonymi motywami figuralnymi i pejzażami. Haftem zdobiono szczególnie starannie także męskie guziki - drewniane lub tekturowe krążki obciągano tkaniną haftowaną w motywy nawiązujące do dekoracji stroju. Szczególnie popularne były miniaturowe listki, kwiaty u gałązki.

Wzory projektowali znani rysownicy, którzy publikowali swoje dzieła w specjalnych zeszytach, z których z kolei korzystali hafciarze. Jednym z najbardziej (u)znanych projektantów był nadworny desenista Ludwika XVI, Charles Germain Saint-Aubin. Opublikował on nawet dzieło, pt. "L'art du brodeur", w którym zamieścił opisy technik hafciarskich, rysunki ściegów, narzędzi pracy, a także o oczywiście wzory deseni.